Paweł Kupczak

W ramach jubileuszu 30-lecia Hapkido w Polsce, pragniemy przedstawić sylwetki osób mniej znanych w obecnej chwili, które poprzez swoją pracę przyczyniły się do rozwoju Hapkido w Polsce.

Rozmowa z Pawłem Kupczakiem, byłym instruktorem Hapkido i założycielem sekcji w Koszarawie i Jeleśni. Absolwent AWF Kraków, nauczyciel WF i szkoleniowiec piłkarek ręcznych w Jeleśni.

Rafał Pietrucha: Kiedy zaczęła się twoja przygoda ze sztukami walki?

Paweł Kupczak: Jeszcze w szkole średniej ćwiczyłem w sekcji Tai Chi w Kętach, prowadzonej przez Wieśka Chwałę, dlatego idąc na AWF wiedziałem, że wybiorę Judo.

R.P.: Kiedy Pawle zaczęła się Twoja przygoda z Hapkido?

P.K.: Będąc studentem AWF Kraków wybrałem Judo, jako specjalizację u prof. Sterkowicza, on z kolei będąc propagatorem Hapkido, bardzo często „przemycał” tą sztukę walki na zajęcia prowadzone przez siebie. To były moje początki, czyli to będzie jakieś dwadzieścia kilka lat temu.

R.P.: Co spowodowało, że zainteresowałeś się Hapkido?

P.K.: Tak jak już wspomniałem, kontynuacją z młodości było Judo na studiach, a kontakt z Hapkido na zajęciach, na AWF, pozwolił spróbować czegoś nowego i postanowiłem zacząć, bez większego przekonania, po prostu ciekawość.

R.P.: Jak długo trenowałeś w Krakowie, czy po zakończeniu studiów również kontynuowałeś regularne treningi?

P.K.: Tak po zakończeniu studiów wciąż trenowałem Hapkido, a kontakt pozostał praktycznie do 2010 roku

Paweł ze swoją grupą podczas, IV Festiwalu Sztuk Walki w 2004 r.

R.P.: Kiedy powstały sekcje założone przez Ciebie?

P.K.: Z tego co pamiętam to były lata 1995-96, założone w szkołach podstawowych, mimo iż były to małe miejscowości, to należy pamiętać, że mieliśmy „konkurencję” w postaci innych sztuk walki w Jeleśni i okolicy. Oczywiście tamte sztuki walki były bardziej znane, przez co bardziej rozpoznawalne.

R.P.: Jak dużym zainteresowaniem cieszyły się zajęcia Hapkido?

P.K.: Przeważnie było to ok. 20 osób ćwiczących regularnie, raz więcej raz mniej, ale trzon był. Trzeba pamiętać, że zakładanie sekcji sportowych na wsi, a zwłaszcza sztuk walki, to całkiem inna para kaloszy niż w mieście. Lata przełomu, rok 1989, wyraźne zubożenie na wsi i mała świadomość społeczna nie pozwalały na dużą frekwencję na zajęciach.

R.P.: Jak wspominasz swoje zajęcia i prowadzenie sekcji?

P.K.: Wspominam je bardzo dobrze, była super zabawa, a prowadzenie sekcji początkowo nie stwarzało problemów. Najgorzej wyglądała sprawa z moim ćwiczeniem, wiesz….. jako trener nie tylko uczysz innych, ale musisz myśleć także o swoim rozwoju, no i tu już był problem bo nie miałem z kim ćwiczyć.

R.P.: Czy sekcje uczestniczyły w pokazach?

P.K.: Tak oczywiście, byliśmy widoczni w naszej okolicy, zwłaszcza w ramach lokalnych wydarzeń.

R.P.: Czy odbyły się jakieś seminaria, których byliście gospodarzami?

P.K.: Tak regularnie gościliśmy prof. S. Sterkowicza, na egzaminach na stopnie, ale naszymi gośćmi byli również Anglicy z EHA z mistrzem S. Plumb na czele.

R.P.: Co Ci dało ćwiczenie Hapkido i przygoda jaką z nim przebyłeś?

P.K.: Mnie Hapkido pomogło w kontrolowaniu swojego ciała i umysłu. Pomogło mi m.in.:  gdy nieuleczalnie zachorował (i nadal choruje) mój syn. Potem góra problemów zwaliła mi się na głowę, brakło czasu na prowadzenie zajęć, dlatego musiałem zakończyć prowadzenie treningów i zamknąć sekcję.

R.P.: Dziękuję bardzo za rozmowę, miło było powspominać i spojrzeć na to wszystko z perspektywy czasu. Szkoda, że nie udało się nigdy zrobić wspólnego seminarium.

Pozostaw komentarz