menu close menu

Podróż do Korei maj 2018 r.

Wylot.

      Przygotowania do wyjazdu zaczęły się oczywiście dużo wcześniej, gdyż tak daleka podróż wymaga dokładnego zaplanowania. Po wcześniejszym zakupieniu biletów lotniczych i zarezerwowaniu hotelu, mogliśmy spokojnie oczekiwać daty wyjazdu.

      Czwartek 17 maja, spotkanie na lotnisku w Krakowie Balicach, ostatnie sprawdzenie czy mamy najważniejsze rzeczy, odprawa i przelot do Warszawy. Tu oczekujemy trzy godziny na nasz docelowy samolot do Seulu, w międzyczasie psuje się pogoda i ojczyzna żegna nas stugami deszczu. Czas spędzony w Warszawie poświęcamy na wymianę myśli jakie nam towarzyszą przed podróżą i staramy się wyobrazić sobie co nas czeka.

         Wreszcie wsiadamy do wielkiego Boeinga 787-700, robi na nas wrażenie, który odrywa się od ziemi i unosi nas w kierunku coraz bardziej realnych marzeń z dzieciństwa. Podróż się nam bardzo dłuży gdyż nikt z nas wcześniej nie leciał tak daleko, cały czas sprawdzamy ile czasu zostało do lądowania, ile kilometrów już pokonaliśmy z blisko 9500 jakie mieliśmy do pokonania. Lecieliśmy na wysokości 12000 m, czasem z prędkością 1000 km/h względem ziemi, wschód słońca powitał nas nad Chinami. Po dziewięciu godzinach, kapitan zakomunikował, że zaczynamy procedurę lądowania, wreszcie nasze zastygłe kości ożywiły się, a my razem z nimi.

 

Inchong.

         Korea powitała nas mgłą i deszczem, tyle kilometrów, a pogoda jak w Polsce. Lotnisko Inchong zlokalizowane jest na wyspie, gigantyczne dwa terminale i pasy startowe wyglądają jak autostrada, lub wszystkie polskie największe lotniska razem wzięte. Odbieramy bagaże, odczytujemy informację od Nicka jak najlepiej się dostać od Seulu i ruszamy w kierunku metra. Jak się okazuje wszystkie informacje jakie posiadamy z neta dotyczące łatwości kupowania biletów i komunikacji metrem, są prawdziwe. Metro w Seulu należy do jednych z największych na świecie, doskonale łączy ze sobą skrajne punkty tego miasta i jest świetną alternatywą do transportu kołowego, który cechuje się dużym natężeniem przez cały dzień.

 

Seul.

Pomnik upamiętniający walkę Korei o niepodległość.

     Wysiadamy na oznaczonej stacji, wynurzamy się z pod ziemi i wkraczamy w całkiem inny świat i kulturę. Na dzień dobry zderzenie z alfabetem i oznaczeniem kierunku w którym mamy iść. Po krótkiej naradzie i włączeniu mapy znajdujemy drogę do hotelu. Pierwsze kroki po Seulu są szokiem dla naszych oczy, uszu i nosów, które po paru dniach się przyzwyczają i nie będą już tak wyczulone na każdy szczegół w nowym miejscu. Znajdujemy naszych mistrzów z Anglii, szefa EHA Sama Plumba i starszego instruktora Nicka Sellarsa, nocują w tym samym hotelu. Zostawiamy u nich bagaże i pędzimy w miasto, aby poznać najbliższą okolicę. Najbliżej nas jest park w którym znajduję się przepiękna kamienna pagoda oraz pomnik upamiętniający walkę Koreańczyków o wolność i niepodległość. Jest to jednoczenie miejsce zbiórki ludzi w razie trzęsienia ziemi. Udajemy się do Hotelu YMCA gdzie nocują Australijczycy oraz Wielki Mistrz Sung Soo Lee, na spotkaniu pojawiają się również Hindusi, oraz Hiszpanie. Mistrz Lee, pełniący funkcję gospodarza, przedstawia wszystkich oraz omawia plan na sobotę, gdyż czeka nas podróż na południe. Po spotkaniu udajemy się z Anglikami na późny obiad, zasiadamy w lokalnej restauracyjce i chłoniemy każdy „ewenement” tego kraju. Smażymy sami, przy stole, mięso i warzywa, próbujemy kultowego „kimchi” i oczywiście wszystko jemy pałeczkami.

 

Gyeongju.

         Wstajemy rano, zabieramy nasze walizki spakowane na trzy dni, reszta zostaje w hotelu i kierujemy się pod hotel YMCA. W miejscu zbiórki spotykamy naszą całą ekipę i ruszamy do metra, przejeżdżamy kilka stacji i wysiadamy. Po przejściu przez park znajdujemy się pod budynkiem będącym centrum kształcenia dzieci. Spędzamy tu ok 1,5 godziny w oczekiwaniu na autokary, oraz jak się okazuję na resztę uczestników naszego seminarium z całego świata. Pojawią się tu też wielcy mistrzowie, którzy będą razem z nami podróżować i jak się okaże będą z nami też ćwiczyć. Podróż przebiega sprawnie, szerokie autostrady  pozwalają płynnie przemieszczać się z miejsca na miejsce. Pogoda za oknem zmienia się cały czas, na szczęście przestaje padać, zatrzymujemy się na posiłek i znów powiększmy nasze doświadczenia smakowe i kulinarne. Po przeszło czterech godzinach docieramy w rejon ośrodka szkoleniowego Koreańskiej Federacji Hapkido, jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów krętej drogi na której mistrzostwem wykazują się kierowcy naszych autokarów i stajemy na parkingu.

 

Ośrodek KHF.

     Kręte schody w górę prowadzą nas do ośrodka szkoleniowego Koreańskiej Federacji Hapkido, w Geongju wybudowanego w 2015 r. W tym miejscu seminarium tej klasy odbywa się dopiero trzeci raz, wcześniej każdego roku odbywało się w różnych miejscach. Według podań miejsce, w którym znajduje się ten ośrodek jest miejscem, w którym narodziło się Hwarang, czyli coś co charakteryzowało młodych adeptów sztuk walki wieki temu.

     Ośrodek składa się z olbrzymiej sali treningowej, sali konferencyjnej, budynku noclegowo-administracyjnego, „domku mistrzów” oraz kuchni i stołówki. Położenie tych budynków jest bardzo malownicze pośrodku lasu na stokach górskich z pięknymi widokami na szczyty. Nie muszę już wspominać o czystości powietrze oraz jego „smaku i zapachu”, kto był choć raz w polskich górach wiem o czym mowa.

Domek „Mistrzów”.

      Udajemy się do sali konferencyjnej, gdzie zostają nam przydzielone pokoje. Cała nasza męska trójka ląduje razem w pokoju, więc nie możemy narzekać na towarzystwo. Pani Edyta została dokooptowana do  dwóch Australijek i jedynej na obozie obywatelki Izraela. Szybko zanosimy bagaże do pokojów i wracamy na konferencyjną w celu omówienia dnia następnego i jak się okazuje nauki poprawnego okrzyku „hap ki” w wersji koreańskiej. Ćwiczenie to miało nam się przydać na powitanie przedstawicieli władz KHF następnego dnia. Po „zajęciach” na konferencyjnej, udaliśmy się na salę ćwiczeń, gdzie ustawiono nas w rzędach i szeregach, a potem wręczono nam „wyprawkę”, która obejmowała oficjalny ubiór Do Bok, oraz: krótki kij, miecz bambusowy, książkę o Hapkido, organizer KHF, kurtkę wiatrówkę oraz ręczniczek do treningów. Tak wyposażeni udaliśmy się do pokojów na zasłużony odpoczynek.

        Pokoje przeważnie trzyosobowe z podgrzewaną podłogą i łazienką. Aby nie było tak kolorowo, to organizatorzy zadbali o nutkę starożytności i ascezy w wypoczynku nie wyposażając pokoi w łóżka, a jedynie w delikatne koce na podłogę i do nakrycia się. Nie będę się tu szerzej rozwodził o braku wanny i prysznica w pojęciu europejskim, ale nikt nie narzekał, a tym bardziej nie chodził brudny.

 

Seminarium.

         Wizyta w ośrodku szkoleniowym KHF to duże przeżycie, znajdujesz się w miejscu gdzie uczą i szkolą się najlepsi. Tu i teraz jesteśmy my i musimy pokazać się z najlepszej strony, gdyż jesteśmy tu pierwszymi Polakami i chcemy aby nas zapamiętali jak najlepiej.

       Poranek przywitał nas rześkim powietrzem zbiórka o 6 rano na placu przed budynkiem, krótki rozruch dla zaspanego ciała, formujemy się w dwie grupy i rozpoczynamy bieg po okolicy. Podczas biegu kształtujemy oddychanie, głośne liczenie pozwala zapomnieć o wczesnej godzinie, po około 30 minutach wracamy do ośrodka, szybka toaleta i śniadanie.

      Po śniadaniu spotykamy się na sali konferencyjnej, gdzie mamy zaszczyt poznać prezydenta KHF, oraz pozostałych przedstawicieli federacji., z niektórymi mieliśmy mieć zajęcia. Następuje oficjalna ceremonia otwarcia XXVI Seminarium Mistrzów, po niej krótka prezentacja i film o Hapkido i KHF.

        Po części oficjalnej stawiamy się na macie aby rozpocząć nasze szkolenie. Pierwsza część, obejmuje techniki uwolnień i obron przed chwytami i uderzeniami. Techniki doskonalimy w parach mieszanych, jest szansa zobaczyć jak pracują inni i czy nasza technika jest skuteczna. wszystko okazuje się w miarę wykonalne, ale czujne oko naszych koreańskich instruktorów wyłapuje wszelkie niedoskonałości. Nasi instruktorzy są wszędzie i poprawiają nas, aby technika była jeszcze skuteczniejsza i niestety bardziej bolesna, gdyż nie należy zapominać, że Hapkido jest samoobroną i należy wybić z głowy naszemu napastnikowi dalszą agresję.

Kolejne techniki to obrony przed kopnięciami, tu dużo ciekawostek i „kruczków“ technicznych przydatnych w nauce znanych nam technik. Należy pamiętać, że nim się opanuje technikę w sposób perfekcyjny, należy wykonać ją dziesiątki i setki razy, a w trakcie nauki musimy pamiętać o bezpieczeństwie obu ćwiczących osób.

Po przerwie na obiad, kolejna wizyta na macie, zaczynamy od wspólnego zdjęcia wszystkich uczestników seminarium z naszymi mistrzami,  organizatorami tego wydarzenia.

Kolejne techniki to rzuty i podcięcia, nie wszystkie oczywiście bo czas ograniczony, ale znów kilka szczegółów zostaje w naszej pamięci do wykorzystania w przyszłości. Krótkie rozluźnienie dla naszej głowy to prezentacja przez nas przewrotów i padów. Tu Koreańczycy mają zdecydowanie inną technikę, skaczą wyżej i dalej, jednak to wynika z nauki innej techniki przewrotu mniej akrobatycznego i widowiskowego. Niemniej jednak nie są to rzeczy nazbyt skomplikowane aby nasi uczniowie nie mogli tego wykonać.

Końcówka drugiej sesji treningowej przed kolacją, to doskonalenie poznanych technik, przed testem zaliczeniowym, który miał się odbyć po kolacji. Każda para miała przygotować sześć technik, nauczanych podczas seminarium i zaprezentować je podczas testu, przed komisją złożoną z  przedstawicieli KHF.

      Po kolacji nie od razu odbył się test jak było to zapowiedziane. Zaczęliśmy od kolejnego szkolenia, tym razem z krótkim kijem i mieczem bambusowym, gdy już myśleliśmy że test się nie odbędzie, a my udamy się na zasłużony odpoczynek, okazało się że zaczynamy test. Ze względu na późną porę, było już około 21, prezentacja technik odbywała się przez dziesięć osób naraz. Pięć osób siedzących w komisji egzaminacyjnej miało doskonałe warunki do oceny technik prezentowanych na macie. Test przebiegł dość sprawnie, a o wynikach poinformowano nas następnego dnia.

      Po teście odbył się egzamin dla uczestników seminarium nie będących członkami KHF, którzy chcieli przystąpić do tej federacji. W naszej ocenie nie był on trudny, wyniki egzaminu nie zostały ogłoszone. Po tym wydarzeniu około godziny 23 udaliśmy się do pokój i zasnęliśmy w przysłowiowe pięć minut.

    Pobudka oczywiście o szóstej rano krótka rozgrzewka na świeżym powietrzu i marsz w górę, nad ośrodek, w miejsce gdzie na naszych twarzach opierało się wschodzące słońce. W ramach ostatniego szkolenia uczyliśmy się ponownie poprawnego oddychania, tym razem w miłych okolicznościach przyrody, dotykając w pewnym stopniu źródła sztuk walki.

      Następnie udaliśmy się na śniadanie, a po nim spotkaliśmy się na sali konferencyjnej, na ceremonii zamknięcia XXVI Seminarium Mistrzów. Przed wręczeniem certyfikatów potwierdzających uczestnictwo w seminarium i zaliczenie testu, odbyło się wręczenie specjalnych podziękowań dla osób propagujących Hapkido i dbających o jego rozwój. Wyróżnienia te trafiły do Wielkiego Mistrza Sung Soo Lee, naszego opiekuna z Australii, oraz do Sama Plumba, szefa European Hapkido Alliance, do której należy nasza grupa.

Po ceremonii zamknięcia nastąpiło szybkie pakowanie i przygotowanie do powrotu do Seulu, jednak droga ta okazała się troszkę dłuższa, gdyż „zahaczyliśmy“ jeszcze o kilka atrakcji.

 

Droga do Seulu.

    Pozostając w prowincji Gyeongju, jedziemy do świątyni buddyjskiej Bulguksa. Odwiedzamy to miejsce w przededniu święta Buddy, dlatego w całym kompleksie parkowym otaczającym tą świątynię znajdują się kolorowe lampiony. Pod każdym z nich zawieszona jest karteczka z osobistą prośbą, intencją osoby która ją napisała. W kompleksie świątynnym znajdziemy piękne pagody Dabotap i Seokgatap, mosty i mnóstwo budynków potwierdzających mistrzostwo architektów buddyjskich epoki królestwa Silla.

        Po wizycie w świątyni, wracamy do autokarów i udajemy się w drogę powrotną do Seulu, po drodze stajemy tylko na koreański obiad i europejską kawę. Po przyjeździe na  miejsce, późnym wieczorem pojawiamy się w hotelu, a następnie udajemy się na zwiedzanie miasta i spotkanie z resztą grupy od GM Lee, omawiamy nasze wrażenia z seminarium, poznajemy się bliżej i ustalamy szczegóły następnych dni. Jak się potem okazało GM Lee zadbał o bardzo aktywny pobyt w Seulu, pokazując nam miasto i okolice, a także inne sekcje Hapkido.

 

Wizyta u mistrza Kima.

Wizyta u mistrza Kima.

      Poniedziałek wita nas, piękną pogodą, zbiórka w hotelu YMCA i przejazd metrem do jednej z  dzielnic Seulu, skąd zabierają nas busy i udajemy się na zajęcia do mistrza Kima. Niewysoki, krępy i bardzo skuteczny, tak można w skrócie określić mistrza Kima. Dzięki niemu nasze spojrzenie na Hapkido, jego oczami, staje się całkiem inne, a może nie inne, a pełniejsze. Zdajemy sobie sprawę,  że nasza sztuka walki jest dla każdego „wymaga“ może troszkę korekty i dopasowania do swoich warunków, ale dalej pozostaje skuteczna i praktyczna. Na koniec treningu czeka na nas niespodzianka, pojawiają się młodzi adepci Hapkido. Po krótkiej rozgrzewce podopieczni mistrza Kima dają pokaz specjalnie dla nas, dziękujemy im dużymi brawami. Dzieciaki widząc nas na sali są lekko zszokowane widokiem ludzi z innego kręgu kultury. Jednak dość szybko nawiązujemy z nimi kontakt oraz robimy wspólne zdjęcia.

 

Równoleżnik nr 38.

      Po intensywnych zajęciach na macie wsiadamy do autokaru i udajemy się w trasę. Jak się szybko okazuje jedziemy na granicę z Koreą Północną, a dokładnie w rejon przygraniczny do miejscowości Imjingak, nad rzeką o tej samej nazwie. W miejscu tym znajduje się centrum turystyczne w skład którego wchodzą min.: park pamięci, dzwon pokoju, miejsce nowego milenium, drewniany most z epoki, ostatnia historyczna stacja kolei lokalnej z początku XX w. Miejsce to jest symbolem wojny koreańskiej, tragedii mieszkańców tego regionu i powstania Strefy Zdemilitaryzowanej.

Na uwagę zasługuje znajdująca się obok dzwonu pokoju, szklana gablota z kamieniami z 86 pól bitewnych z całego świata, począwszy od starożytności do czasów współczesnych.

Mimo iż jest to miejsce dla turystów, to nie należy zapominać iż Korea Północna i Południowa są dalej w stanie wojny, o czym przypominają szczelne granice, druty kolczaste, budki wartownicze, a nawet przelot zespołu helikopterów typu Apache nad naszymi głowami.

      Wracamy do autokaru i udajemy się w kolejne ciekawe miejsce, warte zobaczenia w tym rejonie. Tym razem znajdujemy się nad pięknym jeziorem, którego przeciwległe brzegi łączy wspaniały wiszący most. Jak każda tego typu atrakcja w Korei cieszy się dużym zainteresowaniem wśród miejscowych, więc do mostu jest mała kolejka, ale wrażenia wynagradzają nam to oczekiwanie.

Kolejny powrót do autokaru i kierujemy się do Seulu, ale po drodze zatrzymujemy się w pięknej świątyni Buddy. I znów lampiony pięknie zdobią całą okolicę, możemy podziwiać drewniane tabliczki z intencjami, wspaniałą świątynię oraz ogromny posąg Buddy. Poniżej świątyni znajdujemy specjalne kamienne naczynia w których znajduje się kapusta używana do wyrobu narodowej potrawy „kimchi“.

      Po całym dniu pełnym wrażeń wracamy do Seulu, autokar zostawia nas nad pięknym jeziorem na  obrzeżach  miasta. Ta okolica to wspaniałe miejsce do rekreacji, odpoczynku oraz uprawiania wszelkiego rodzaju sportu. Betonowe mury opodal ogromnego gmachu są pomalowane w sceny z Małego Księcia, to tylko dodaje bajkowości i uroku temu miejscu. Spacer do linii metra pozwala zapomnieć o godzinach spędzonych w autobusie, ścieżki rowerowe szerokie alejki i połączenie z miastem wzbudzają w nas zazdrość, że takich pomysłów trudno szukać w naszych miastach.

Wreszcie stacja metra, wsiadamy do naszego wagonu i po dłuższej chwili i przesiadkach znajdujemy się w „znanych“ dla nas okolicach. Po szybkim pobycie w hotelu wychodzimy odświeżeni i ruszamy w miasto, ciekawi jego życia wieczornego, oraz spragnieni jedzenia ze straganów, które nam bardzo posmakowało.

 

Seul.

Lampiony.

   Wtorek 22 maja to święto Buddy, dzień wolny od pracy, dla przemęczonych Koreańczyków. Odwiedzamy miejsce centralnych obchodów tego święta w Seulu, gdzie ogromny tłum ludzi celebruje tradycyjne święto. I znów las lampionów z intencjami, Koreanki w ludowych strojach, oraz ceremonia składania podarków Buddzie. Wszystkie to rzeczy są dla nas ciekawe i pozwalają poszerzyć naszą wiedzę o tak odległym od nas kraju.

Kolejnym przystankiem w zwiedzaniu Seulu jest pałac królewski. To bardzo obszerny teren na którym znajduje się szereg zabudowań przeznaczonych dla dworu, urzędników i straży pałacowej. Sąsiedztwo nowoczesnego Seulu robi wrażenie, spacerujemy po terenach pałacowych, robimy zdjęcia i podziwiamy wielorakość ludowych strojów, w których przechadzają się Koreańczycy, a także inni buddyści, którzy przyjechali na uroczystości z innych krajów azjatyckich.

Wizyta w Kuk Sool Kwan.

       Po południu udajemy się na ostatni trening na tym wyjeździe. Znów z wykorzystaniem metra przemieszczamy się po Seulu, po krótkiej chwili oczekiwania wsiadamy do busów i zmierzamy na salę treningową. Tym razem jesteśmy w szkole Kuk Sool Kwan, prowadzonej przez przyjaciela naszego GM Lee. Sala treningowa, podobnie jak u mistrza Na znajduje się w budynku wielokondygnacyjnym. Doskonała mata, mnóstwo sprzętu, pomieszczenia techniczne i pokój mistrza z jego najważniejszymi dyplomami i osiągnięciami robi wrażenie. Trening jest intensywny i obejmuje rozgrzewkę, zajęcia szybkościowe, przewroty oraz podstawowe techniki Ho Shin Sul. Po skończonym treningu zostają pamiątkowe zdjęcia, wymiana opinii i bagaż zdobytych bezcennych wrażeń.

Wracamy na stację metra, a następnie do naszego hotelu. Wreszcie wolne popołudnie, udajemy się na zakupy i małe zwiedzanie. Wieczorkiem spotkanie z całą ekipą Moo Hak Kwan w ramach zacieśniania znajomości, pojawiają się pierwsze zaproszenia do Australii na wspólne seminarium.

 

Ostatnie chwile w Korei.

     Środa 23 maja, udajemy się do światowej siedziby Tae Kwon Do, Kuk Ki Kwan. Na miejscu wita nas prezydent światowej federacji, jesteśmy bardzo zaskoczeni i wdzięczni GM Lee, gdyż dzięki jego znajomościom i działalności w tej organizacji, jest możliwa nasza wizyta. Przez krótką chwilę podpatrujemy trening, nawet te parę chwil robi na nas wrażenie. W całym tym wspaniałym kompleksie na wyróżnienie zasługuje jedno miejsce, to muzeum Tae Kwon Do, z całą ilością wspaniałych pamiątek. Wystawa obejmuje wszystkie najważniejsze wydarzenia, między innymi olimpiady i mistrzostwa świata, pokazuje rozwój i potęgę Tae Kwon Do. To prawdziwa „świątynia“ i encyklopedia wiedzy o rozwoju tego stylu.

Ostatnie popołudnie to pożegnanie z wszystkimi, podziękowania dla GM Lee, za opiekę i zorganizowanie całego wydarzenia, możliwość choć trochę poznania kultury tak odległego kraju.

Ostatnie zakupy i pakowanie walizek, zajmują nam resztę wieczoru, wcześnie rano musimy wstać.

 

Wylot.

W poranek czwartkowy, udajemy się pod hotel YMCA, skąd odjeżdża bezpośredni autobus na lotnisko. Wreszcie możemy zobaczyć Seul z innej perspektywy niż metro i przekonać się że to faktycznie potężne miasto. Podróż na lotnisko to ok 40 min., szybka i sprawna odprawa wydłuży nam oczekiwanie na lot. Ostatni spacer po gigantycznym terminalu lotniska w Inchong i wsiadamy do samolotu. Tym razem uciekamy przed czasem, podróż do kraju wydaje nam się krótsza, być może dlatego, że to już nie nowość tyle czasu w samolocie, biegnie on jakoś szybciej. Mamy trochę więcej miejsca dla siebie, co też pozwala na lepszy komfort. Lądujemy w Warszawie, tu znów oczekiwanie na nasz samolot do Krakowa, dogania nas zmęczenie.

 

Kraków.

      Lądujemy wreszcie w upragnionych Balicach, zmęczeni ale szczęśliwi, szczypiemy się w nosy czy my faktycznie byliśmy na drugim końcu świata, czy to był tylko realistyczny sen. Na szczęście są zdjęcia i one potwierdzają to pierwsze przekonanie, zrealizowaliśmy coś o czym nawet nie mogliśmy marzyć rozpoczynając treningi, a o czym po cichu myśleliśmy rozmawiając podczas seminariów z mistrzem Sam Plumbem w Anglii.

Dziękujemy wszystkim za wsparcie i zrozumienie, zwłaszcza naszym rodzinom i pracodawcom.

    Specjalne podziękowania należą się p. Krzyśkowi Mglejowi, za ogrom pracy przy wykonywaniu zdjęć, upamiętnianiu wszystkich chwil na co my nie mogliśmy sobie pozwolić z racji trenowania. Dzięki jego pracy mamy wspaniały baner z logiem KHF i podpisami wielu wspaniałych mistrzów koreańskich, a także reprezentantów wszystkich krajów uczestniczących w seminarium.

 

 

Lipiec 1, 2018 | Seminaria, Tymczasowe, Wydarzenia | 0

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Facebook

YouTube

Instagram

Follow Me on Instagram

  • instagram by hapkihapki
    4
    0